Aktualności:


REKOLEKCJE ADWENTOWE AD 2019


ADWENT AD 2019



"Adwent jest to bogaty w symbolikę, czterotygodniowy okres przygotowania do Bożego Narodzenia oraz wzmożonego oczekiwania na koniec czasów i ostateczne przyjście Jezusa Chrystusa
Czterotygodniowy czas Adwentu, który nie jest okresem pokuty, ale radosnego oczekiwania, obfituje w zwyczaje i symbole. Jest podobny do całego ludzkiego życia, które jest oczekiwaniem na pełne spotkanie z Bogiem.
...
Najbardziej charakterystycznym zwyczajem adwentowym, zwłaszcza w Polsce, są Roraty. Jest to Msza św. sprawowana ku czci Najświętszej Maryi Panny, zwykle bardzo wcześnie rano.
Wierni, często w ciemnościach przenikniętych jedynie blaskiem trzymanych w ręku świec, wraz z Maryją czekają na wybawienie jakie światu przyniosły narodziny Zbawiciela
...
Z Roratami związany jest zwyczaj zapalania specjalnej świecy ozdobionej mirtem, nazywanej roratką. Symbolizuje ona Maryję, która jako jutrzenka zapowiada przyjście pełnego światła - Chrystusa.
Innym zwyczajem jest zawieszanie w kościele wieńca z czterema świecami oznaczającymi cztery niedziele Adwentu. Z upływem kolejnych tygodni podczas Rorat zapala się odpowiednią liczbę świec."

Z "Gość Niedzielny" 1.12.2019




BŁOGOSŁAWIONY STEFAN WINCENTY FRELICHOWSKI - prezbiter i męczennik, patron harcerstwa polskiego.



Stefan Wincenty przyszedł na świat 22 stycznia 1913 roku w Chełmży w rodzinie rzemieślniczej jako trzecie dziecko Ludwika i Marty Frelichowskich. Prowadzili oni piekarnię oraz cukiernię, które stanowiły podstawę utrzymania dużej, ośmioosobowej rodziny. Poza Stefanem Wincentym mieli jeszcze piątkę dzieci: Czesława, Leonarda, Eleonorę, Stefanię oraz Marcjannę Martę.
Pomimo wielu obowiązków w rodzinie panowała atmosfera wzajemnej życzliwości i sumiennej pracowitości, co stanowiło dobry przykład dla gromadki dorastających dzieci, o czym wspomniała w jednym z ostatnich wywiadów siostra błogosławionego, Marcjanna: Mieliśmy wspaniałych rodziców. Mama, bardzo energiczna kobieta trzymała nas wszystkich w ryzach.
Pamiętam też z moich dziecięcych lat, że z wieloma sprawami chodziło się do tatusia, który zawsze nas wysłuchał i pomagał. Rodzice dbali również o krzewienie miłości do Ojczyzny, która wciąż czekała na swoją niepodległość, oraz o życie duchowe nie tylko swoich dzieci:Często śpiewaliśmy pieśni narodowe, patriotyczne i młodzieżowe (…).
Pozostanie mi również wspomnienie październikowych kolacji, które zawsze kończyły się modlitwą na różańcu, mimo że na nabożeństwo różańcowe chodziliśmy do kościoła. Często modlitwę tę odmawiali razem z nami czeladnicy, którzy uczyli się zawodu u taty.
Chełmża w latach 1251-1824 była stolicą diecezji chełmińskiej, której teren w tym okresie niemal pokrywał się z terenem obecnej diecezji toruńskiej. W cieniu dawnej katedry spędził Wicek, jak go wszyscy nazywali, swą młodość. W latach szkolnych związał się z harcerstwem. Zapalony wielkimi ideałami odnajdywał radość w służbie drugiemu człowiekowi działając w 24. Pomorskiej Drużynie Harcerskiej im. Zawiszy Czarnego. Wstąpił do niej w marcu 1927 r.
Jednocześnie, będąc uczniem ośmioklasowego męskiego gimnazjum humanistycznego w Chełmży, rozwijał swoje życie wewnętrzne w Sodalicji Mariańskiej zostając w 1930r. jej Prezesem. I dziś tęsknota za zdrową wspólnotą koleżeńską, za autentycznym życiem chrześcijańskim jest obecna w życiu młodych ludzi. Szukają oni spełnienia tych ideałów od 40 już lat w grupach oazowych czy od kilkunastu lat we wskrzeszonym autentycznym ruchu harcerskim.
Decyzja wstąpienia na drogę ku kapłaństwu nie przyszła mu łatwo.
Pisał:
„Ile to było pytań, kwestii, głębokich rozmyślań. Moje osobiste zdanie, gdy w cichości, nie będąc pod żadnym wpływem rozpatrywałem tę kwestię, brzmiało: będę księdzem. Jako wynik rozmyślań z samym sobą, po gorącej modlitwie do Boga z prośbą o oświecenie, zdecydowałem się krótko, po żołniersku, wstąpić nieodwołalnie do Seminarium Duchownego.”
Nie było mu łatwo wszystko zostawić... ale nie utracił swojej naturalnej radości, którą nadal promieniował w nowym środowisku.
Zapisał:
„A ja chcę się upodobnić do Boga. Dlatego muszę być zawsze i do każdego wesołym”.
„Cierpienie - Jestem przekonany, że trudy dotychczasowe to nic, że cierpienie prawdziwe dopiero przyjdzie. Jeżeli Mistrz cierpiał, to czy sługa może nie cierpieć?... Nie wiem, jakie będzie. Ale wiem, że przyjdzie. A wtedy w Tobie Panie je składam i dla Ciebie będę cierpieć, bym wypełnił me zadanie na ziemi”.
Jako diakon zostaje kapelanem i sekretarzem biskupa Stanisława Okoniewskiego. 14 marca 1937 r. przyjmuje w Pelplinie święcenia kapłańskie.
Na obrazku prymicyjnym napisał:
„Przez krzyż cierpień i życia szarego - z Chrystusem - do chwały zmartwychwstania”.
W lipcu 1938 r. zostaje wikariuszem w parafii Wniebowzięcia NMP w Toruniu. Do dziś wielu pamięta jego gorliwość apostolską wśród dzieci i chorych, którą wykazał jako kapelan Chorągwi Pomorskiej ZHP czy jako redaktor Wiadomości Kościelnych.
Młodzieńcze ideały, którymi promieniował, zostały szybko zweryfikowane. 7 września 1939r. oddziały Wermachtu wkroczyły do Torunia. Rozpoczęły się aresztowania. 17 października aresztowano ks. Frelichowskiego. Był on dla władz niemieckich szczególnie podejrzany ze względu na swoje zaangażowanie w ruchu harcerskim. Osadzony w Forcie VII realizował nadal swoje ideały harcerskie.
Zdawał tu praktycznie egzamin z tego, czego nauczył się w harcerstwie. Uwięziona młodzież spontanicznie garnęła się do niego z wielką ufnością. Ks. Wicek sam wyszukiwał ludzi szczególnie smutnych i samotnych, chorych i słabych.
Odtąd realizuje swoje powołanie kapłańskie w warunkach konspiracyjnych organizując w kolejnych obozach w Stutthof, Grenzdorf, Sachsenhausen i Dachau wspólne modlitwy, ciągle szukając najbardziej umęczonych i załamanych współwięźniów. Współwięzień obozowy, późniejszy biskup chełmiński, ks. Bernard Czapliński, tak wspomina postać ks. Frelichowskiego:
„...nikt nie zapomni owego Wielkiego Czwartku 1940r., gdyśmy mogli dzięki jego staraniom i zapobiegliwości - wprawdzie w sposób katakumbowy - odprawić pierwszy od chwili aresztowania Mszę św. W Sachsenhausen pełni dalej obowiązki kapelana nie tylko naszego, lecz również i rodaków; wspomnę choćby słuchanie wychodzących z obozu transportów spowiedzi, które on organizował.”
W Dachau opiekował się chorymi na tyfus przekradając się do ich baraków, by nieść im pomoc i umacniać Eucharystią. Sam nie dałby rady pomóc wszystkim umierającym. Udało mu się pozyskać 32 polskich księży, którzy zgłosili się, by na tych właśnie blokach pielęgnować zakażonych. Wszyscy oni bez wyjątku przeszli ciężki tyfus, a dwóch zmarło.
Ks. Stefan już wcześniej zaraził się tyfusem i umarł w opinii świętości 23 lutego 1945r., w przeddzień wyzwolenia obozu. Wyjątkowość zmarłego kapłana uznali nawet hitlerowcy pozwalając po raz pierwszy w obozie w Dachau na wspólne modlitwy przy trumnie, wyłożonej białym prześcieradłem, udekorowanej kwiatami (!!!). Współwięzień wyjął kilka kosteczek z jego palców, by przechować je jako relikwie, zanim spalono ciało w krematorium.
Ks. Stefan Wincenty Frelichowski został beatyfikowany 7 czerwca 1999 roku w Toruniu przez Jana Pawła II, który powiedział o nim: Zwracam się do całej rodziny polskich harcerzy, z którą nowy błogosławiony był głęboko związany. Niech stanie się dla was patronem, nauczycielem szlachetności i orędownikiem pokoju i pojednania.
22 lutego 2003 roku bł. Stefan Wincenty został ogłoszony patronem harcerstwa polskiego. Jego wspomnienie Kościół obchodzi 23 lutego.



PIELGRZYMKA NA BAŁKANY - 2019

Parafia z Nasielska organizuje pielgrzymkę na Bałkany w dniach 16-23 września 2019. Bliższe informacje na temat pielgrzymki możemy otrzymać od ks. Proboszcza w kancelarii naszej parafii.




ŚW. STANISŁAW KOSTKA - PATRON DZIECI I MŁODZIEŻY


Stanisław przyszedł na świat 28 grudnia w 1550 roku w Rostkowie na Mazowszu w rodzinie szlacheckiej. W dzieciństwie był bardzo wrażliwym dzieckiem. Pierwsze nauki pobierał w domu. W wieku 14 lat, razem ze swoim starszym bratem Pawłem, został wysłany na dalszą naukę do szkoły prowadzonej przez jezuitów w Wiedniu, gdzie dotarli 24 lipca 1564 roku. Szkoła ta cieszyła się dużą renomą.

Stanisław bardzo gorliwie przykładał się do nauki i bardzo szybko nadrobił zaległości. Dbał nie tylko o zdobywanie wiedzy (znał biegle niemiecki i łacinę, rozumiał też teksty greckie), ale jeszcze bardziej, z pomocą obfitej łaski Bożej, kształtował swojego ducha. Już wtedy posiadał głęboką pobożność eucharystyczną, a także odczuwał bliskość i opiekę Maryi, której od najmłodszych lat powierzył pieczę na swoją czystością serca. Głęboko pragnął cały należeć do Pana.
W grudniu 1565 roku Stanisław ciężko zachorował. Gdy właściciel domu nie zgodził się, by przyszedł do mieszkania ksiądz z Najświętszym Sakramentem, wtedy osobiście udzieliła mu Go św. Barbara, którą otaczał wielką czcią. Patrząc na pracę i duchowy entuzjazm pierwszych jezuitów, zapragnął wstąpić do Towarzystwa Jezusowego. Ci jednak nie chcieli go przyjąć do nowicjatu, obawiając się negatywnej reakcji rodziców.
Stanisław widząc, że na miejscu nie będzie możliwa realizacja pragnienia, postanowił uciec do Niemiec, by prosić o przyjęcie do zakonu. W Dylindze św. Piotr Kanizy poddał go próbie. Przez pewien okres czasu sprzątał pokoje i pomagał w kuchni, co było dla polskiego szlachcica bolesnym doświadczeniem. Po pewnym czasie prowincjał niemiecki odesłał go wraz z dwoma młodymi jezuitami do Rzymu. W liście polecającym napisał:
"Ten, kto prowadzony przez Chrystusa ten list przyniesie, a został wysłany z naszej Prowincji, to Stanisław, polski szlachcic, młodzieniec uczciwy i gorliwy. Nasi w Wiedniu nie ośmielili się go przyjąć, żeby się nie wydawało, że działają wbrew woli rodziny. Kiedy przybył do nas i chciał spełnić złożone już dawniej postanowienie (bo już przed laty całkowicie się oddał Towarzystwu, zanim do niego wstąpił), w Dylindze w konwikcie odbył przez jakiś czas próby i okazało się, że w posługach jest zawsze godny zaufania, a w powołaniu wytrwały".
Do Rzymu Stanisław i jego dwóch towarzyszy dotarli 28 października 1567 roku. Do nowicjatu, przy kościele św. Andrzeja na Kwirynale, przyjął go generał zakonu, św. Franciszek Borgiasz.
Z wielką radością polski szlachcic włączył się w rytm życia nowicjackiego: modlitwy, prac domowych, posług w szpitalu, konferencji ascetycznych oraz regularnych rozmów duchowych z opiekunem nowicjuszy. Dzięki wielkiej prostocie w zachowaniu, solidności w wypełnianiu codziennych obowiązków oraz duchowi modlitwy Stanisław zyskiwał sobie wielką sympatię.
W lipcu 1568 roku na skutek wielkich upałów, Stanisław bardzo ciężko zachorował. Przeczuwał swój bliski koniec ziemskiej wędrówki i otwarcie, bez lęku, o tym mówił, mimo że stan jego zdrowia nieco się polepszał. Odszedł do Pana 15 sierpnia 1568 roku, w dniu Wniebowzięcia N. Maryi Panny.
Lud Rzymu spontanicznie nazwał świętym młodego Polaka, który w całym świecie rozsławił naszą Ojczyznę, a dla wszystkich młodych stał się wzorem niesłychanego hartu ducha. Kanonizował go papież Benedykt XIII w 1726 roku.




BŁ. KLARA SZCZĘSNA - PATRONKA WSZYSTKICH, KTÓRZY BEZ ROZGŁOSU CZYNIĄ DOBRO


M. Klara Ludwika Szczęsna urodziła się 18 lipca 1863 r. we wsi Cieszki w diecezji płockiej, jako czwarte z pięciorga dzieci Antoniego i Franciszki Szczęsnych. Matka jej zmarła, gdy Ludwika miała dwanaście lat.

Dorastająca Ludwika postanowiła oddać swe życie Bogu. Nakłaniana przez ojca do zawarcia małżeństwa, w siedemnastym roku życia opuściła potajemnie rodzinny dom i udała się do Mławy.
W 1886 r. wstąpiła do ukrytego Zgromadzenia Sług Jezusa, założonego przez bł. Honorata Koźmińskiego w Warszawie, którego zadaniem była praca apostolska wśród służących.

Gdy w 1893 r. ks. J. S. Pelczar prosił o. Honorata o siostry do prowadzenia przytuliska dla służących w Krakowie, wówczas przełożeni Sług Jezusa skierowali tam Ludwikę, która nowe obowiązki wykonywała z wielką gorliwością i miłością.

Zawsze otwarta na potrzeby bliźnich i działanie Ducha Bożego, dzieliła troskę bł. J. S. Pelczara o los służących, robotnic fabrycznych i chorych po domach.

Z tego dzieła dobroczynno-apostolskiego wyrosło nowe Zgromadzenie Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego, którego stała się pierwszą członkinią, współzalożycielką i przełożoną.

Poprzez nią natchnienia Boże i wskazania Założyciela znalazły trwały wyraz w duchowości i pracach apostolskich Sióstr Sercanek. Zmarła 7 lutego 1916 r. w Krakowie.

Matka Klara uczyniwszy we wczesnej młodości decydujący wybór należenia tylko do Boga - konsekwentnie, bez wahania, niepodzielnym sercem była Mu oddana przez całe życie, trwając zawsze w postawie ofiarnej, pokornej służby wobec wszystkich, wśród których wola Boża ją postawiła.

Była czytelnym znakiem miłości Boga. Jej osobistym hasłem i programem życiowym były słowa: Wszystko dla Serca Jezusowego




Nabożeństwa dziękczynne za czas nawiedzenia Matki Bożej w Jasnogórskim Obrazie.


Zapraszamy na nabożeństwa będące dziękczynieniem za czas nawiedzenia Czarnej Madonny w naszej parafii:

Apel Jasnogórski w każdą pierwszą niedzielę miesiąca o godz. 20:00
Droga Krzyżowa w każdy piątek o godz. 17:30




Ostatni piątek miesiąca - Msza o godz. 16:00

Osoby w starszym wieku, chore, niepełnosprawne, cierpiące zapraszamy na Mszę św. w każdy ostatni piątek miesiąca na godz. 16:00.